Michał Wawrzyniak, to postać, która niewątpliwie może wzbudzać wiele kontrowersji, zarówno jeśli chodzi o jego image, jak i sposób wysławiania się, prowadzenia szkoleń, czy sesji treningowych.

“Język ulicy” jakim się posługuje Michał, jest często bowiem dosadny, wręcz wulgarny, jak samo życie wokół nas.
Jednym się to może podobać, innym nie, to naturalne.

Nie zmienia to jednak faktu, że Michał Wawrzyniak ma naprawdę wiele ciekawych rzeczy do przekazania i potrafi to zrobić w taki sposób, że ma rzeszę swoich wiernych fanów i dociera do wielu osób, które dzięki temu, że do nich ta retoryka trafia, ruszają d… z miejsca i zaczynają działać.

Właśnie oglądam kawałek jednego z ostatnich szkoleń Live i padło tutaj bardzo ciekawe stwierdzenie, które skłoniło mnie do napisania tego wpisu.
Brzmi ono tak:

…”Zarabianie pieniędzy na pasji, to jest przywilej.
Ja nie wiedziałem, dokąd to wszystko zmierza
i że zaprowadzi mnie tu gdzie jestem.
Chciałem żyć lepiej.
Tak naprawdę, nie musisz wiedzieć dokąd zmierzasz.
Mało kto wie.
Po prostu rób to co robisz, ale tylko to rób.
Skup się na jednej rzeczy.
Dzięki temu staniesz się mega lepszy,
a potem podziel się tym ze światem”…

Przeczytałeś?
I co?
I jakie masz odczucia?
Takie pierwsze.
Powiedz to, głośno.
Zgadzasz się z tym, czy nie?

Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o mnie, to targają mną sprzeczne uczucia.

Z jednej strony:

Zarabianie pieniędzy na pasji, to jest przywilej – jestem na tak, trudno się z tym nie zgodzić, patrząc jak wiele osób pracuje, bo musi jakoś zapłacić rachunki, ale praca nie daje im żadnej radości i satysfakcji. Nie zmienia to jednak faktu, że należy dążyć do tego, by robić w życiu to co nas pozytywnie kręci.

Z drugiej:

Ja nie wiedziałem, dokąd to wszystko zmierza
i że zaprowadzi mnie tu gdzie jestem.
Chciałem żyć lepiej
– tutaj, o ile zgadzam się z tym, że często miejsce do którego dochodzimy w wyniku podjętych działań, przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania i wcześniej nawet nie myśleliśmy, że aż tak nasze życie może się zmienić, to już stwierdzenie następne, że:

Tak naprawdę, nie musisz wiedzieć dokąd zmierzasz – jest dla mnie nie do przyjęcia, bo według mnie, a przynajmniej tego mnie cały czas uczono i ma to dla mnie sens – trzeba mieć jasno i wyraźnie określony cel. Bez tego jesteś jak kapitan statku, który owszem umie wypłynąć z portu, ale nie ma pojęcia dokąd tak naprawdę płynie.

I dalej:

Mało kto wie – to akurat prawda, z tym się zgadzam. Nie uczą tego w szkole, a rodzicom też często takiej wiedzy brakuje, by przekazać ją dzieciom.

Skup się na jednej rzeczy.
Dzięki temu staniesz się mega lepszy,
a potem podziel się tym ze światem
– i tu również pełna zgoda. Koncentracja. Stawanie się z każdym dniem, z każdym podjętym nowym działaniem, coraz lepszym i lepszym – tak.
Dzielenie się potem swoją wiedzą i doświadczeniem – jak najbardziej.

A więc, jak widzisz – praktycznie w wielu aspektach jesteśmy zgodni.
Można nawet powiedzieć, że w zasadzie to się zgadzam z Michałem, ale…

No właśnie,  jest to jedno, małe “ale”.

Bo punkt, w którym się nie zgadzamy, jest w sumie kluczowy.
Według mnie.
Michał:
“Tak naprawdę, nie musisz wiedzieć dokąd zmierzasz”
Ja:
“Musisz wiedzieć dokąd zmierzasz i mieć jasno wyznaczony cel”

A Ty?

Co o tym myślisz?
Czy da się osiągnąć sukces, nie wiedząc tak naprawdę dokąd się zmierza?
Czy rzeczywiście wystarczy tylko “robić swoje” najlepiej jak się da?
Bez jasno wytyczonego kierunku, w którym chcę zmierzać.

Moim zdaniem to musi iść ze sobą w parze.
Ale w końcu to Michał zarabia grube pieniądze, ja dopiero się uczę.

A jakie jest Twoje zdanie?
Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu.

 

Zostawisz komentarz?